- Strona główna
- Realizacje
- Realizacja strony dla Evoart – dekoracje okienne, Wrocław
Realizacja strony dla Evoart – dekoracje okienne, Wrocław
Evoart zgłosił się do mnie z problemem, który wyglądał na słabe pozycjonowanie. Okazał się czymś prostszym i gorszym. Strona wrocławskiej pracowni dekoracji okiennych w ogóle nie była zaindeksowana w Google, więc nie walczyła o pozycje, tylko nie istniała w wynikach. Do tego cała oferta, od firan i zasłon po rolety, plisy, karnisze, pomiar i montaż, siedziała na jednej długiej stronie. Jeden adres nie wygra z dziesięcioma różnymi potrzebami klientów. Odświeżenie zaczęliśmy więc od fundamentów: nowy layout strony dopasowany do obecnych trendów, poprawienie architektury informacji i struktury strony.
Jakie były główne problemy strony?
Przegląd zacząłem od tego samego, co zawsze w takich przypadkach – od sprawdzenia, czy Google w ogóle ma co czytać. Nie miał. Ale brak indeksacji okazał się tylko najbardziej widocznym objawem, a nie przyczyną. Pod spodem siedziało siedem problemów, z których każdy osobno dałoby się przeżyć. Razem tworzyły stronę, która nie mogła sprzedawać, nawet gdyby ruch na nią trafił.
- Błędna struktura strony. Serwis nie miał hierarchii. Podstrony nie układały się w żadną logiczną ścieżkę od ogółu do szczegółu, nagłówki nie odzwierciedlały ważności treści, a nawigacja nie prowadziła użytkownika do decyzji. Dla Google oznacza to brak czytelnego sygnału, o czym jest ta witryna. Dla klienta: brak punktu zaczepienia.
- Cała oferta na jednej podstronie. Firany, zasłony, rolety, plisy, karnisze, pomiar i montaż – wszystko na jednym, długim adresie. Jeden URL może odpowiadać precyzyjnie na jedną intencję, nie na siedem. Osoba szukająca rolet rzymskich do kuchni trafiała na ścianę tekstu, w której jej temat był jednym z akapitów.
- Kanibalizacja treści między ofertą a stroną główną. Strona główna i podstrona oferty opisywały to samo, tymi samymi frazami, w tym samym zakresie. Google musiał wybrać, którą pokazać i w praktyce nie pokazywał żadnej stabilnie. Dwa adresy nie dają podwójnej szansy na pozycję; dzielą między siebie te same sygnały.
- Brak wezwań do działania. Na stronie nie było ani jednego jasnego kroku dla osoby gotowej do kontaktu. Żadnego „umów bezpłatny pomiar”, żadnego przycisku z telefonem na wysokości treści, żadnego formularza przy ofercie. Użytkownik, który chciał kupić, musiał sam wymyślić, jak to zrobić.
- Rozjeżdżające się elementy układu. Sekcje nachodziły na siebie, odstępy skakały, a na części rozdzielczości treść wychodziła poza swoje ramy. To nie jest kosmetyka. Firma, która sprzedaje estetykę wnętrza, traci wiarygodność w momencie, w którym jej własna strona wygląda na niedokończoną.
- Niedziałające elementy nawigacyjne. Część pozycji menu i przycisków nie reagowała na kliknięcie. Każdy taki element to ślepy zaułek użytkownik nie wraca i nie szuka obejścia, tylko zamyka kartę i otwiera konkurencję.
- Przeskalowane zdjęcia. Galeria realizacji działała na plikach w oryginalnych rozmiarach z aparatu, bez kompresji i bez formatów nowej generacji. Strona ładowała kilka megabajtów obrazów, żeby pokazać je w kilkuset pikselach szerokości. Na telefonie, w zasięgu komórkowym, oznacza to kilka sekund czekania na pierwszy widok — i wyjście, zanim cokolwiek się pokaże.
Plan naprawczy i realizacja
Nie łatałem starego serwisu. Postawiliśmy nową stronę internetową dla firmy z nową grafikę, nowy kod i, co w tej realizacji najważniejsze, nową, zaplanowaną z góry strukturę. Kolejność miała znaczenie: najpierw architektura informacji, dopiero potem projekt i treść. Przy stronie, która wcześniej trzymała całą ofertę pod jednym adresem, odwrotna kolejność kończy się ładnym monolitem zamiast brzydkiego.
Architektura informacji projektowana pod trzy cele naraz. Układ serwisu nie powstał „pod SEO”. Każdą decyzję o tym, co jest osobnym adresem, a co sekcją, sprawdzaliśmy w trzech wymiarach jednocześnie:
- konwersja – czy ta strona prowadzi użytkownika do jednego, oczywistego kroku, czyli do bezpłatnego pomiaru;
- widoczność organiczna – czy odpowiada dokładnie na jedno zapytanie, zamiast rozmywać kilka na raz;
- cytowalność przez modele AI – czy treść da się z niej wyciągnąć jako konkretną, samodzielną odpowiedź: jasna definicja usługi, obszar działania, przebieg realizacji, konkret zamiast ogólników.
Te trzy cele rzadko ze sobą walczą, ale prawie nigdy nie realizują się same. Strona, z której model AI potrafi zacytować odpowiedź, to zwykle ta sama strona, na której człowiek w pięć sekund rozumie, co firma robi i gdzie kliknąć. Różnica polega na tym, że trzeba to zaplanować przed napisaniem pierwszego zdania.
Punkt wyjścia: rynek lokalny, nie cała Polska. Evoart szyje i montuje na miejscu, u klienta. To usługa, której zasięg wyznacza samochód z ekipą montażową, a nie kurier. Zamiast walczyć o ogólne, krajowe frazy, oparliśmy strukturę na konkretnych miastach Dolnego Śląska. Przeanalizowaliśmy potencjał kilkunastu lokalizacji — wolumen wyszukiwań, poziom konkurencji w wynikach lokalnych i realny zasięg dojazdu ekipy — i wybraliśmy pięć, które miały sens biznesowy jednocześnie dla Google i dla kalendarza montaży.
- Struktura dwupoziomowa: miasto → podusługa. Dla każdego z pięciu miast powstała strona nadrzędna, a pod nią osobne podstrony poszczególnych usług:
- strona główna miasta – np. dekoracje okienne Wrocław: pełna oferta, obszar działania, ścieżka od pomiaru do montażu, realizacje z tego miasta
- podstrony usługowe – firany Wrocław, zasłony Wrocław, rolety, plisy, karnisze: każda z własnym adresem, własnym nagłówkiem, własnym zestawem zdjęć i własnym wezwaniem do działania
Ten układ rozwiązuje kilka problemów naraz. Każda podstrona odpowiada dokładnie na jedno zapytanie, więc Google i modele AI mają co dopasować — zamiast jednego adresu próbującego być wszystkim, domena dostaje kilkadziesiąt precyzyjnych punktów wejścia. Schemat jest przy tym powtarzalny: dołożenie kolejnego miasta to nie przebudowa serwisu, tylko rozwinięcie istniejącego wzorca. Strona rośnie razem z zasięgiem firmy, a nie wbrew niemu.
Przy okazji zniknęła kanibalizacja ze stroną główną. Strona główna przestała konkurować z ofertą o te same frazy i dostała swoją rolę: przedstawia firmę, buduje zaufanie i rozprowadza użytkownika oraz linkowanie wewnętrzne do właściwych podstron miejskich.
Efekty widoczne już po 2 tygodniach 2 tygodniach
Publikacja to nie koniec wdrożenia, tylko moment, w którym zaczyna się praca z Google. Po uruchomieniu nowej strony dołożyłem warstwę, bez której najlepsza struktura pozostaje niewidoczna: dane strukturalne schema dla firmy lokalnej i poszczególnych usług, uzupełnione tytuły i opisy meta na każdej podstronie, nową mapę witryny oraz zgłoszenie wszystkich adresów do Google Search Console. Każdy URL osobno, bez czekania, aż robot trafi na niego sam.
Efekt był widoczny szybko. Google w końcu dostał jednoznaczny sygnał, czym ten serwis jest i kogo obsługuje – firmą od dekoracji okiennych działającą w konkretnych miastach Dolnego Śląska, a nie jedną ścianą tekstu bez kontekstu. Po dwóch tygodniach część miast przebiła się do TOP 5, pozostałe weszły na pierwszą stronę lub początek drugiej.
Dla strony, która przez kilka lat była zaniedbana i w ogóle nie istniała w indeksie, to bardzo dobry punkt startowy. Tym bardziej że mówimy o Wrocławiu. Mieście, w którym konkurencja w dekoracjach okiennych jest realna i nikt nie wchodzi do TOP 5 przypadkiem. Mniejsze miasta z listy zareagowały jeszcze szybciej, bo tam dobrze zaplanowana struktura i poprawna technika wystarczają, by wyprzedzić wizytówki bez stron i serwisy sprzed dekady.
Po miesiącu od publikacji ruszyliśmy z długofalowym pozycjonowaniem. Pierwsze pozycje po dwóch tygodniach to efekt uporządkowania fundamentów, żeby je utrzymać i przesuwać w górę, potrzebna jest regularna praca nad treścią, linkowaniem i widocznością lokalną. Nowa architektura serwisu została zaprojektowana właśnie pod to: każde kolejne miasto i każda kolejna podusługa wchodzą w gotowy schemat, zamiast wymuszać przebudowę.